środa, 11 maja 2011

Tak zwana "poezja"

*     *     *
Jestem dzieckiem niepokornej burzy,
dziedziczę słodycz win i gorycz kar
Nie jestem jednym z dni nadchodzących
melodyjnie po nocy, która chciała umrzeć

Stoję na autostradzie zagubionej wśród snów
o jaśniejszym niebie, dniu bezmrocznym
Nie wiem dokąd, nie pamiętam skąd... 
Życie nie wyznało mi miłości, ani nienawiści

Widziałam raz smagłą i czułą śmierć
bezdomnych idei i pięknych metafor
Nie umiałam się nimi odrodzić
-uczyłam się żyć na pograniczu

Teraz słucham szumu ateistycznych przypływów,
patrzę na pola dobrych życzeń, nieurodzajne.
Granica za horyzontem, bliżej krawędź świata,
który sam snuje swój koniec.
 
Czas nie zna drogi ani celu. Nie jest moim wiecznym bogiem. 
Wijemy się, równi sobie, jak dwa 
zagniewane pytony, sunące do wolności
nie nam przeznaczonej. 

Brak komentarzy: