Jestem dzieckiem niepokornej burzy,
dziedziczę słodycz win i gorycz kar
Nie jestem jednym z dni nadchodzących
melodyjnie po nocy, która chciała umrzeć
Stoję na autostradzie zagubionej wśród snów
o jaśniejszym niebie, dniu bezmrocznym
Nie wiem dokąd, nie pamiętam skąd...
Życie nie wyznało mi miłości, ani nienawiści
Widziałam raz smagłą i czułą śmierć
bezdomnych idei i pięknych metafor
Nie umiałam się nimi odrodzić
-uczyłam się żyć na pograniczu
Teraz słucham szumu ateistycznych przypływów,
patrzę na pola dobrych życzeń, nieurodzajne.
Granica za horyzontem, bliżej krawędź świata,
który sam snuje swój koniec.
Czas nie zna drogi ani celu. Nie jest moim wiecznym bogiem.
Wijemy się, równi sobie, jak dwa
zagniewane pytony, sunące do wolności
nie nam przeznaczonej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz